Lewandowscy w trasie, wywiad z autorami bloga Busem Przez Świat

Karol i Ola Lewandowscy, para podróżująca po świecie starym, kolorowym busikiem. W 9 lat odwiedzili ponad 60 państw na 5 kontynentach i przejechali ponad 500 tysięcy kilometrów. Ich blog, „Busem przez Świat”, może poszczycić się choćby nagrodą najlepszego Bloga Roku w kategorii Podróże (otrzymana od samej Martyny Wojciechowskiej), a ich kanał na Youtube został nagrodzony tytułem Twórca Wideo Roku w kategorii Poradników. Z kolei należący do National Geographic magazyn Traveler nagrodził ich nagrodą specjalną podczas gali „TRAVELERY 2018”. Mimo zdobytych wyróżnień i sławy w blogosferze podróżniczej, wciąż pozostają wierni pierwotnemu zamysłowi ich bloga, czyli: jak podróżować tanio, ale i treściwie.

Podróżujecie busem od 9 lat. Skąd wziął się pomysł właśnie na taki sposób podróży i jak wyglądało to wcześniej, przed „erą busa”?

Podróże biorą się z potrzeby podróżowania, z niczego więcej. Chcieliśmy zacząć podróżować ale jako studenci nie mieliśmy wielkich pieniędzy na wycieczki z biurami podróży. Dlatego postanowiliśmy, że będziemy podróżować na własną rękę. A żeby było taniej będziemy robić to własnym samochodem, który będzie także naszym domem. Za 2000 zł kupiliśmy ponad 20 letniego VW T3. Znaleźliśmy go na jakiejś wiosce niedaleko Świdnicy na Dolnym Śląsku i był w opłakanym stanie. Ale kosztował bardzo niewiele, a my zakochaliśmy się w nim i postanowiliśmy dać mu drugie życie. W ciągu kilku miesięcy z pomocą przyjaciół pomalowaliśmy go i przerobiliśmy na kolorowego kampera. Na przeróbki wydaliśmy około 1000 zł. W naszym busie mamy rozkładaną kanapę, gniazdka 220V, bagażnik dachowy a nawet elektryczny prysznic. Nasza pierwsza wyprawa dookoła Europy miała być tą jedyną. Planowaliśmy, że po powrocie sprzedamy busa i dzięki temu pomniejszymy koszty tego miesięcznego wyjazdu – wynosiłyby wtedy mniej niż dwa tysiące złotych na osobę. Przecież to były tylko wakacje! Może trochę niestandardowe, zwariowane nawet, ale nic wielkiego. Po prostu, pojechaliśmy z Polski na Gibraltar. Jednak rozmach wyprawy przeszedł najśmielsze oczekiwania. Uwierzyliśmy, wbrew sądom naszych znajomych i po części też naszym własnym, że do podróżowania nie potrzeba ani wielkich pieniędzy, ani specjalnego doświadczenia. Wystarczy zapał, chęci, wiara w możliwość odwiedzenia kawałka świata i przeżycia chwil rodem z książek przygodowych. Można spać na dziko pod gwiazdami, żywić się jedzeniem z puszek z Polski i doświadczyć niesamowitych przygód z przypadkowo poznanymi ludźmi. Zapragnęliśmy więcej. Postanowiliśmy, że nie sprzedamy busa i będziemy kontynuować nasze przygody, a za cel obraliśmy sobie objechanie całego świata.

Fot. Karol i Ola Lewandowscy, Busem Przez Świat

Pomysł na blog pojawił się już po pierwszym wyjeździe busem czy było to zaplanowane wcześniej i zgrane w czasie?

Bloga założyliśmy przed pierwszą podróżą i zrobiliśmy to z oszczędności. W tamtych czasach koszty roamingu były kosmiczne, a chcieliśmy mieć jakiś kontakt z rodziną i znajomymi. Znałem się na tworzeniu stron internetowych więc stwierdziłem, że założę na szybko bloga i to za jego pomocą będziemy się kontaktować z bliskimi. Codziennie znajdywaliśmy darmowy Internet na jakieś stacji czy w McDonaldzie i wrzucaliśmy krótką relację z naszego dnia. Na początku bloga czytało kilka osób dziennie, ale szybko stał się bardziej popularny. Zanim wróciliśmy z pierwszej podróży, czytało nas już kilka tysięcy osób dziennie.

Skąd biorą się Wam pomysły na kierunek wyjazdu?

Właściwie to nie skłamiemy, jeśli powiemy, że z potrzeby serca. A, że serca nasze gustują głównie w podróżach samochodowych i naturze, to kierunki wyjazdów są dość oczywiste – mamy tam dotrzeć busem, ma być przestrzeń, natura, duży wybór darmowych miejsc na nocleg pod namiotem czy w samochodzie.

Którą ze swoich wypraw uznajecie za największy projekt? Opowiedzcie dlaczego nosi on takie miano.

Półtora roku temu zaczęliśmy największy w naszym życiu podróżniczy projekt: Busem Przez 3 Ameryki. Chcemy naszym starym busikiem przejechać trasę od Alaski po Patagonię w Argentynie. Jest to logistycznie i trasowo najtrudniejsza wyprawa ze wszystkich naszych poprzednich. Logistycznie jest to trudne, bo w Polsce prowadzimy firmę, do której raz na kilka miesięcy musimy wrócić, żeby o wszystko zadbać i zarobić pieniądze na kontynuowanie podróży. Dlatego po zakończeniu kolejnego wyznaczonego odcinka trasy, musimy poszukać naszemu busikowi miejsca, w którym bezpiecznie na nas zaczeka. Tutaj niezawodna okazuje się być Polonia i to, że jesteśmy dość znani w Internecie. A jeśli chodzi o trudność trasy, to wynika ona z tego, że będziemy musieli przejechać wiele niebezpiecznych terenów Meksyku i Kolumbii. Wciąż myślimy czy ryzyko nie jest za duże i czy nie zmienić jakoś trasy.

Fot. Karol i Ola Lewandowscy, Busem Przez Świat

To pytanie pewnie pojawiało się i będzie się pojawiać, ale… jak wyżyć z blogowania i vlogowania? Od razu czuliście, że dacie radę się z tego utrzymać czy blog „Busem przez Świat” pojawił się przy okazji podróży?

Nigdy nie planowaliśmy, że podróże będą naszym sposobem na życie i że będziemy na nich jakoś zarabiać. Przez pierwsze 5 lat nic na nich nie zarabialiśmy i kontynuowaliśmy to tylko dlatego, że była to nasza pasja. Potem zaczęły pojawiać się propozycje współprac, zaczęliśmy zarabiać na książkach i wystąpieniach. Od 4 lat mamy własną firmę, rzuciliśmy dotychczasowe prace i w 100% utrzymujemy się z bloga i podróżowania. W sumie łączymy kilkanaście źródeł dochodu. Poza wcześniej wymienionymi sposobami, zarabiamy jeszcze na youtube, na sprzedaży zdjęć, doradztwie podróżniczym, produkcji wideo, pisaniu tekstów i wielu innych rzeczach. Robimy to co kochamy, a dodatkowo zarabiamy na tym dużo więcej niż w poprzednich pracach. Można powiedzieć, że mamy pracę marzeń 🙂

Trzymając się pytań „budżetowych”. Jak podróżować tanio, ale i treściwie? To naprawdę takie łatwe, że wystarczy chcieć?

Po pierwsze bardzo dużo oszczędzamy na noclegach – nasze auto jest przerobione na małego kampera, poza tym zabieramy ze sobą namioty. Śpimy na dziko, na przykład na dzikich plażach, albo na darmowych czy bardzo tanich kempingach. W niektórych państwach jest to trudniejsze, w innych łatwiejsze – np. w Australii czy w Nowej Zelandii jest cała sieć darmowych kempingów, są nawet specjalne aplikacje do wyszukiwania takich miejsc. W busie mamy polowy prysznic, więc możemy biwakować tak naprawdę wszędzie. Nasz bus to dom na kółkach – mamy w nim też lodówkę i kuchenkę, więc gotujemy sobie sami, dzięki czemu oszczędzamy bardzo dużo na jedzeniu. Kupujemy zapasy na farmach czy w tanich marketach, które wcześniej wyszukujemy w Internecie. Praktycznie zawsze podróżujemy dużą grupą dzięki czemu oszczędzamy m.in. na paliwie. Chętnych na wyjazdy szukamy wśród czytelników naszego bloga, a pojechać z nami może każdy. Poza tym oszczędzamy na lotach, polując na okazje i bardzo często dostosowując termin swojej podróży do terminu tanich lotów. Są też inne, mniej oczywiste sposoby na oszczędzanie na podróżach – takie jak jachtostop, relokacja kamperów czy housesitting. Ludzie często mówią, że poznają jakiś kraj przez pryzmat lokalnego jedzenia. My też sobie na nie pozwalamy, ale w zrównoważony sposób. W Australii zajadaliśmy się mięsem z kangura, bo było tańsze od kurczaka. W Maroku próbowaliśmy owczy mózg. Ale nie stołujemy się w restauracjach na co dzień. Najczęściej kupujemy lokalny przysmak w markecie, albo od przypadkowo spotkanych ludzi i sami sobie przyrządzamy. W Australii np. kupiliśmy na stacji benzynowej mrożony ogon z kangura i sami sobie go oporządziliśmy na ognisku, bo od Aborygenów dowiedzieliśmy się, że przyrządza się go jak ziemniaki z ogniska. Z tą różnicą, że w przypadku ogona najpierw trzeba było
przypalić sierść.

Zwiedzacie mnóstwo miejsc, nie tylko za granicą, ale i w Polsce. Potraficie wskazać rejony, które szczególnie utkwiły Wam w sercu i dlaczego?

Australia, USA i Islandia. Do tych 3 państw wracamy regularnie i ciągle nam mało. Są bardzo daleko od siebie, ale wszystkie 3 łączy piękna, imponująca natura, i olbrzymie otwarte przestrzenie, które dają niesamowite poczucie wolności.

A fotografia? Macie ulubione tematy zdjęć?

Lubimy zdjęcia minimalistyczne, czyli takie, gdzie fotografowany obiekt, np. człowiek jest tylko małą częścią, wielkiej, pięknej całości, najczęściej jakiegoś krajobrazu. Nie projektujemy rzeczywistości fotografowanej, tak jak to dziś jest modne. Na naszych zdjęciach uchwycony jest moment, chwila, której za chwilę nie da się już odtworzyć, a nawet nie próbujemy.

Fot. Karol i Ola Lewandowscy, Busem Przez Świat

Macie szczęście, bo u Was fotografia podróżnicza to jednocześnie fotografia… rodzinna. Przecież w 2017 wzięliście ślub. Wasz bus mieści 9 osób, ale zapewne na weselu było ich więcej. Gdzie weselnie bawili się Państwo Lewandowscy? Stworzyliście klasyczny album ślubny czy może uwieczniliście ten wyjątkowy dzień w inny sposób?

Z weselem zwlekaliśmy, bo wydawało nam się, że organizacja zabiera mnóstwo czasu. Tak przynajmniej wszyscy dookoła opowiadali. Więc do ołtarza nam się nie spieszyło, wciąż mieliśmy ważniejsze rzeczy do zrobienia. Aż wreszcie nasi przyjaciele, Gosia i Maciek, powiedzieli nam, że zrobią nam wesele w swoim 100-letnim domu-pensjonacie w Górach Złotych na Dolnym Śląsku. Dom ten nazywa się Złoty Jar i jest niesamowicie klimatycznym miejscem, który pasował do nas jak żadne inne miejsce. No i jeszcze oni mieli się prawie wszystkim zająć! Później już tylko szybki telefon do znajomej, która ma zespół śpiewający, do koleżanki makijażystki, do kolegi fotografo-filmowca i po 15 minutach to był koniec naszego szykowania naszego wesela. Do ślubu oczywiście pojechaliśmy naszym busem. Zdjęcia z tego dnia mamy piękne, oprawione w grubą fotoksiążkę.

Zbliżają się walentynki. Obchodzicie jakoś to „święto” czy może wyznajecie zasadę, że dla zakochanych walentynki są 365 dni w roku?

Zdecydowanie walentynki to my mamy każdego dnia. Wychodzimy z założenia, że żeby w piecu płonęło, to dorzucać trzeba regularnie, najlepiej codziennie. Mało która para praktycznie codziennie je wspólną kolację z romantycznym widokiem na jakiś kanion, albo lazurowe jezioro.

Fot. Karol i Ola Lewandowscy, Busem Przez Świat

„Busem przez świat .Wyprawa Pierwsza”, „Busem przez świat. Ameryka za 8 dolarów”, „Busem przez świat. Australia za 8 dolarów”, „Busem przez świat. Alaska i Kanada” – oto Wasze książki, a ostatnia to nowość. Karolu, kiedy je piszesz? Podczas podróży czy po powrocie?

Podczas podróży nie ma czasu na pisanie, za dużo się dzieje. Wtedy robię tylko notatki, czy nagrywam sobie krótkie komentarze, żeby niczego nie zapomnieć. A piszę jak już wrócimy do Polski. Niestety więcej czasu jesteśmy w podróży niż w Polsce, więc w kolejce czeka już kolejne 5 książek.

A jaki gatunek książek najczęściej czytają Ola i Karol Lewandowscy?

Ola najbardziej lubi czytać książki psychologiczne i te związane z samorozwojem, ja z kolei najbardziej lubię biografie ciekawych osobowości ze świata, od których zawsze coś wyciągam dla siebie.

Warto wspomnieć, że książki „Busem przez świat” otrzymywały miano bestseller Empiku (2011, 2013, 2016). Natomiast najnowsza pozycja „Busem przez świat. Alaska i Kanada” to też akcja „1 książka = 1 posiłek dla głodnych dzieci” – opowiecie coś więcej na temat tej pozytywnej inicjatywy?

Rok temu założyliśmy własne wydawnictwo i ostatnią książkę wydaliśmy sami. Nie ma jej w księgarniach, jest dostępna tylko w naszym sklepie internetowym i na naszych wystąpieniach. Dzięki temu zarabiamy na niej prawie 10 razy więcej i możemy sobie pozwolić na oddanie części naszego zarobku na jakiś charytatywny cel. Wybraliśmy akcję Pajacyk i za każdą sprzedaną książkę fundujemy 1 posiłek dla niedożywionych dzieci w Polsce.

Pisanie książek jest trochę podobne do tworzenia fotoksiążek. Macie w swojej kolekcji albumy ze zdjęciami? Co w nich jest?

Dzisiejszy trend na robienie zdjęć wszystkim i wszystkiemu sprawił, że telefony są wypchane po brzegi przeróżnymi zdjęciami. Później w telefonie kończy się pamięć, ludzie kupują nowe telefony a zdjęcia często przepadają. My w tę pułapkę też trochę wpadliśmy, a później zaczęliśmy robić po 1 fotoksiążce z 1 wyprawy. Są one według nas lepsze niż tradycyjne drukowanie zdjęć, bo nikt nie wyjmie z fotoksiążki zdjęcia i nie weźmie go sobie 🙂 Dzięki temu nic nie ginie, wszystko jest na miejscu, przyjemniej się je ogląda i łatwiej przechowuje.

Zajmujecie się też organizacją wyjazdów przygodowych dla firm. A gdybyście mogli zabrać w podróż busem 6 znanych osób, kim byliby ci pasażerowie?

Dalajlama, papież Franciszek, Robert Kennedy, Mike Tyson, Mark Zuckerberg i Pablo Escobar. Wszystkie te osoby w ostatnim czasie wywołały w nas pewnego rodzaju rewolucje w sposobie myślenia i postrzegania świata. Być z nimi zamkniętym w busie 24 godziny na dobę to byłoby coś 🙂 Pewnie ostatecznie i tak by się okazało, że wszyscy jesteśmy tacy sami, mamy podobne marzenia, potrzeby, lęki i inne wizje.

Wasze życie to nieustająca podróż czy gdzieś czasami zostajecie na dłużej? 6-8 miesięcy w trasie to gromadzenie materiału, potem działanie z nim. A czy zdarza się Wam po prostu odpoczywać?

Wydaje nam się, że jesteśmy ludźmi dobrze zorganizowanymi. Jak pracujemy, to na 150%, a jak odpoczywamy to na 300. W naszym życiu jest miejsce i czas na wszystko. Potrafimy i lubimy pracować po 12 godzin dziennie, ale dbamy też o 8 godzin snu i regenerację. Jest też czas na rodzinę i przyjaciół. Jak jesteśmy w podróży to podróż jest na 1-wszym miejscu – zbieranie materiału jest na kolejnym.

Czy Wasza podróż busem to wczesna pobudka, ścisłe trzymanie się planu wyjazdu czy większa doza spontaniczności?

Nasze podróżowanie busem dostosowaliśmy do rytmu dnia i nocy. Chodzimy spać niedługo po zachodzie słońca a wstajemy tuż przed wschodem słońca, bo gdy słońce już wzejdzie, to momentalnie robi się ekstremalnie gorąco i ciężko cokolwiek zrobić. Dlatego w podróży nasz cykl dobowy przypomina cykl dobowy życia lokalnych zwierząt – wczesnoporanna i późnopopołudniowa największa aktywność. A jeśli chodzi o trzymanie się planu, to jasne, że jakiś tam plan, który chcemy zrealizować mamy, ale stanowi on jedynie szkic tego co później się wydarza. W naszych podróżach jest mnóstwo miejsca na spontaniczność i jak ktoś napotkany po drodze mówi nam o fajnym miejscu czy człowieku, którego warto odwiedzić, to nam dwa razy powtarzać nie musi 🙂

Fot. Karol i Ola Lewandowscy, Busem Przez Świat

Wrócimy do tematu fotografii. Zdjęcie pozowane czy spontaniczne? Czym najczęściej fotografujecie?

Tak jak pisaliśmy wcześniej – zdjęcia spontaniczne, złapanie TEJ chwili, TEGO światła. Najczęściej fotografuję Canonem 5D Mark III, ale często robimy też zdjęcia kamerką Gopro czy telefonem. Dziś wszelkie aparaty czy to te telefoniczne, czy w małej kamerce sportowej, czy lusterkowiec czy bezlusterkowiec mają taką super jakość, że powoli sprzęt przestaje mieć znaczenie. Oczywiście jeśli ktoś specjalizuje się w fotografii krajobrazowej lub drukuje zdjęcia w dużych formatach i je sprzedaje to sprzęt oczywiście ma znaczenie. Ale dla tradycyjnego wykorzystania zdjęć w Social Mediach czy przy tradycyjnym druku, przestaje to być takie ważne.

Macie „przepis na udane zdjęcia”? Co robić, aby miały to coś?

Światło, światło, światło. Choć lubimy rano pospać, to często zmuszamy się do wcześniejszej pobudki, tylko po to, żeby zrobić zdjęcie w znanym miejscu o nie do końca oczywistej porze, przez co zdjęcie nabiera „tego czegoś”. Moją drugą ulubioną porą na zdjęcia to nazywana przeze mnie „candy hour” czyli cukierkowa godzina. Zaczyna się ona chwile po całkowitym zachodzie, kiedy niebo zaczyna robić się fioletowo-różowe. Ta pora i takie zdjęcia budzą w nas dużo spokoju i jakoś tak na sercu robi się super przyjemnie.

Co najczęściej robicie ze zdjęciami? Dzielicie się wszystkimi najlepszymi w social mediach i na blogu czy zachowujecie część kadrów tylko dla siebie?

Z każdym kolejnym rokiem, robimy coraz mniej zdjęć. Mniejsza ilość pstryknięć zaowocowała lepszą jakością. Zdjęcia są bardziej przemyślane. Są lepsze. Mimo wszystko nie wszystkimi dzielimy się ze swoją społecznością. Wciąż zasilamy nowymi zdjęciami nasze ulubione foldery takie jak „Kompromitacja” czy „Top secret”.

Zdjęcia dają możliwość „podróży w czasie”. Czy kiedyś pojawi się np. publikacja „Busem przez Czas”, która podsumowałaby Wasze wszystkie dotychczasowe wyjazdy? Czy taką opowieść można stworzyć jako fotoksiążkę? Co byście w niej umieścili?

Nigdy o tym nie myśleliśmy, ale to całkiem niezły pomysł. Pierwsze co przychodzi mi do głowy, co moglibyśmy tam umieścić, to ludzie, którzy nas zmienili. Ludzie, których historie, opowieści i doświadczenia tak mocno się w nas wbiły i mocno w nas rezonowały, że ostatecznie zmieniły nasze postrzeganie czegoś.

Podczas swoich podróży trafiliście do aresztu na Gibraltarze, uciekaliście przed niedźwiedziem i bykiem oraz trafiliście do powieści Stephena Kinga. Czym jest dla Was podróżowanie? To poszukiwanie przygód do opisania, sposób na życie czy gromadzenie doświadczenia, które przyda się w przyszłości?

Kiedyś podróżowanie było dla nas odskocznią od zwykłego życia i sposobem na odpoczynek. Teraz, kiedy podróżujemy prawie cały rok i zarabiamy na podróżach, podróżowanie stało się dla nas po prostu sposobem na życie.

Fot. Karol i Ola Lewandowscy, Busem Przez Świat

Macie 3 busy, każdy nosi imię „Supertramp” – na cześć głównego bohatera filmu „Into The Wild”. Wyobraźcie sobie, że kiedyś robią film u Was. Byłby bardziej prawdziwy jak wspomniane „Into The Wild” czy wolelibyście coś w stylu Indiana Jonesa lub Scooby-Doo?

Nasze historie nie potrzebują koloryzowania. No może wybralibyśmy sobie ładniejszych od siebie aktorów do zagrania naszych ról 😉 A tak swoją drogą, to wspomniane „Into the wild” jest historią mocno podkoloryzowaną, wiele ważnych aspektów zostało przekłamanych, wszystko po to, żeby odbiór historii był jeszcze silniejszy. Takie rzeczy się robi, bo wiadomo, najważniejsze w końcowym rozrachunku jest to, żeby film się sprzedał. Gdyby film o nas robiło Hollywood to wiadomym jest, że też by podkręcili naszą historię, tak to działa. Na szczęście my mamy swoje książki, których sami jesteśmy autorami i tu mamy czyste sumienie. Poza tym podczas wypraw kręcimy vlogi z każdego dnia podróży i tu nie ma miejsca na żadne przekłamanie ani koloryzowanie. Wszystko widać czarno na białym.

Wiele osób zapewne marzy o życiu jak Wasze. Zresztą już sama historia busa kupionego za 2000 zł pod Świdnicą, którym Karol z kolegami i bratem dojechał do Afryki, to opowieść o walce o własne marzenia. O czym teraz marzą państwo Lewandowscy?

Dziś już nie patrzymy na kolejne nasze marzenia jak na marzenia w standardowym tego słowa znaczeniu. Dziś patrzymy na nie bardziej jak na plany czy wyzwania. Dziś już wiemy, że po każde “marzenie” możemy wyciągnąć rękę. Tylko no właśnie… trzeba tę rękę wyciągnąć.

Fot. Karol i Ola Lewandowscy, Busem Przez Świat
Udostępnij artykuł na:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *