Wywiad z Marią Górecką, autorką bloga “Mamy Gadżety”

Mamy Gadżety

Autorka bloga i vloga „Mamy Gadżety” podpowiada rodzicom w wielu sprawach szeroko pojętego rodzicielstwa. Marysia doradza, inspiruje i pomaga rodzicom odnaleźć się w sferze gadżetów, które mogą ułatwić i umilić wyzwanie jakim jest posiadanie dziecka bądź dzieci. Ktoś powiedział, że „z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność”, a Marysia wie właśnie jak sobie z taką mocą radzić. Ekwipunek rodzica? Oto ekspert, a jak pytać, to tylko takich.

1) Mama Franka, Lili i Heli, a w wolnej chwili… zaraz, rodzic może mieć wolną chwilę? To kwestia organizacji czy raczej charakterów?

M.G.: Faktycznie rzadko mam wolne chwile, ale wynika to raczej z tego, że ja lubię coś robić. Macierzyństwo podobno uczy organizacji, w moim przypadku macierzyństwo oducza mnie perfekcjonizmu. U mnie zawsze wszystko musiało być dobrze zorganizowane i najlepiej zrobione, ale mając dużą rodzinę uczę się tego, że „wystarczająco dobre” jest całkiem w porządku.

2) Twój blog to nie pamiętnik. To konkretne, pomocne teksty w działach: „Moim zdaniem”, „Recenzje”, „Porady”, „Inspiracje”, „Wydarzenia”, „Gadżety”. O dalszych rozwidleniach nie wspomnę. Kiedy masz czas, żeby to wszystko pisać? Takiej ilości tekstu i szybkości jego tworzenia nie powstydziłby się nawet Remigiusz Mróz.

M.G.: Na samym początku bloga pisałam wieczorami, traktowałam go jak każde inne hobby – szydełkowanie, czytanie książek czy chodzenie na jogę. Zresztą to widać po długości tych tekstów, no i jakości zdjęć. Szczerze mówiąc nie są to zachwycające treści. Teraz blog to moja praca, staram się jej nie poświęcać więcej niż 7 godzin dziennie, bo przez tyle godzin moich dzieci nie ma w domu. Dzięki temu, że moje treści są bardziej konkretne, powiedzmy eksperckie, dużo łatwiej jest mi znaleźć temat i materiały potrzebne do tekstu. Nie muszę czekać z tekstem, aż w moim życiu wydarzy się coś wartego opisania. Zresztą uważam, że moje życie jest raczej nudne. Bohaterką powieści raczej nie zostanę.

3) Zresztą z napisaniem kryminału też byś sobie poradziła. Wiem to po tym jak trafiłem u Ciebie na „Detektywka Gadżet na tropie zbrodni – Zaginiona przyjaciółka”.

M.G.: To tekst, który powstał w ramach współpracy i jest to chyba jedna z ciekawszych współprac, jakie do tej pory miałam. Zazwyczaj piszę recenzje, pokazuję produkty. W tym wypadku musiałam się wcielić w bohaterkę kryminału, która rozwiązuje zagadkę. Literacko było to dla mnie duże wyzwanie, nigdy wcześniej nie pisałam kryminału. W życiu bym się nie spodziewała, że z takim pomysłem przyjdzie marka produktów do zmywarek.

4) Skąd tak rozległa wiedza na różne tematy z zakresu bycia rodzicem i gadżetów? Pochodna posiadania trójki dzieci czy wrodzona ciekawość świata?

M.G.: Gadżety przyszły do mnie razem z dziećmi. Mamą zostałam na długo przed założeniem bloga, ale jeszcze kiedy byłam w ciąży zafascynowało mnie to, że coś takiego jak wózek dziecięcy może być tak skomplikowanym produktem, a wybór tego jedynego to bardzo długi proces decyzyjny. Potem, kiedy mój syn pojawił się na świecie okazało się, że bycie rodzicem jest strasznie skomplikowane, a razem z dzieckiem w domu pojawia się miliard rzeczy. Część z nich jest kompletnie zbędna, ale część naprawdę pomaga w ogarnięciu nowej sytuacji.

5) Kiedy i jak narodził się pomysł prowadzenia bloga? Od razu był to plan na zarobek, chęć ucieczki z pieluch czy po prostu chęć dzielenia się ze światem swoimi doświadczeniami?

M.G.: Blog to moje hobby. Do założenia bloga namówił mnie mąż, który już wtedy świetnie poruszał się po blogosferze. Wiedziałam, że nie ma takiego bloga jak mój, że popularne blogi to są bardziej pamiętniki. Zupełnie nie myślałam o tym, że blog przyniesie mi jakiekolwiek pieniądze. Miałam super pracę, dobrze zarabiałam i spełniałam się zawodowo. Blog stał się moją pracą, bo matce trójki dzieci łatwiej jest być wolnym strzelcem niż pracownikiem korporacji. Dzięki blogowi odbieram dzieci ze szkoły o 16, jeżdżę z nimi na zajęcia, chodzę na szkolne przedstawienia i nie muszę szukać opiekunki, jeśli zachorują. Gdybym nadal pracowała w korporacji musielibyśmy zapewne zatrudnić kogoś do pomocy przy dzieciach.

6) Skąd pomysły na poszczególne tematy? Wielu rodziców inspirujesz, a co lub kto inspiruje Ciebie?

M.G.: Z zawodu jestem marketerem. Dla mnie branża dziecięca to po prostu niesamowicie ciekawy rynek. Jeżdżę na międzynarodowe targi dziecięce, gdzie szukam nowych produktów i nowych pomysłów. Współpracuję z branżową prasą, dystrybutorami, producentami i sklepami, często doradzam przy wprowadzaniu nowych produktów na rynek. Inspiracją jest po prostu jakaś suma międzyludzkich relacji. Staram się też być otwarta na nowe rzeczy, jeśli widzę coś, co na pierwszy rzut oka mi się nie podoba, to chcę to poznać bliżej.

7) Należysz do bardzo zorganizowanych osób czy raczej spontanicznie rodzisz sobie z wyzwaniami codzienności? Przecież nie na wszystko można być przygotowanym.  

M.G.: Staram się być zorganizowana, planuję sobie jakieś ramy, w których się poruszam. A potem wpada gorączka dziecka, pismo z urzędu czy tekst do napisania „na już”. Więc moje życie to raczej próba zorganizowania chaosu.

8) Czy w obecnych czasach jest szansa odseparować dzieci od nowych technologii? Mamy jeszcze wybór czy może to już nie kwestia CZY ZAPOZNAĆ DZIECKO z technologiami, lecz JAK TO ZROBIĆ? Co z grami komputerowymi i posiadaniem smartfona?

M.G.: Im starsze są moje dzieci tym bardziej jestem przekonana o tym, że w przypadku nowych technologii ważna jest kontrola rodzicielska. Internet, gry czy seriale to łatwa rozrywka, więc nic dziwnego, że dzieci (i rodziców) do tego ciągnie. Ale obowiązkiem rodziców jest nie dać ponieść się temu, co łatwe. Moje dzieci mają dostęp do seriali czy gier, ale bardzo pilnujemy tego, by nie przekraczać wyznaczonych ram czasowych. Na początku popełnialiśmy błędy, co skutkowało tym, że najstarszy Franek nie radził sobie emocjonalnie. Oderwanie go od grania było prawdziwym dramatem. Na szczęście szybko zorientowaliśmy się, że to nie jest dobra droga. Nasze dzieci nie mają smartfonów, tabletów używają tylko w trakcie podróży (przez jedną godzinę), a do konsoli i telewizora mają dostęp w weekendy (też z ograniczeniami).

Mamy Gadżety
fot: Agnieszka Wanat

9) A czym najchętniej bawią się Twoi dzieci i mąż? To raczej opcja drużynowa czy każdy potrafi zająć się trochę swoim światem?

M.G.: Najstarszy Franek jest molem książkowym, więc najchętniej czyta jakieś książki, no i jeśli akurat jest pora to lubi grać na konsoli. Lila z Helą lubią się bawić razem, często wyciągają planszówki i grają albo wspólnie rysują. Poza tym Lila uwielbia rękodzieło, więc dużo dzierga i robi biżuterię. Najmłodsza Hela uwielbia ciąć i ostatnio jej ulubioną zabawką jest taśma klejąca i nożyczki. Obkleja taśmą meble w pokoju. Jeśli mamy czas na wspólną zabawę to najchętniej gramy w gry. Lubię też z dziećmi oglądać filmy z mojego dzieciństwa. Mamy całą kolekcję „Dzieci z Bullerbyn”, „Pippi Langstrumpf” i „Emil ze Smalandii”, które oglądamy wspólnie w zimowe wieczory.

10) Wyobraźmy sobie zadanie. Fotograficzny album rodzinny – tworzycie go demokratycznie razem czy kierownikiem projektu jest mama, czyli Ty? Bo przecież mamy wiedzą najlepiej co jest dobre dla własnych dzieci…

M.G.: Niestety jestem typem mamy wszechwiedzącej, na szczęście mam dzieci, które potrafią zwrócić uwagę na tę niesprawiedliwość. Jak się za bardzo w rządzeniu zagalopuję to na pewno ktoś szybko przywoła mnie do porządku.

11) A jak z wyborem zdjęć? Jakie najchętniej umieszczacie w takiej fotoksiążce?

M.G.: Najfajniejsze, co mnie w blogowaniu spotkało, to fotografka, która po pierwsze przekonała mnie do pozowania, a po drugie stała się przyjaciółką naszej rodziny. Bardzo często pracuję z nią przy sesjach blogowych, przez co jest też stale obecna w naszym życiu. Uwielbiamy jej zdjęcia, bo są takie prawdziwe. Widać na nich emocje, widać zachwyt dzieci, gdy dokonały czegoś wielkiego.

12) Aparat fotograficzny dla dziecka. Warto? Jeśli tak, to co radziłabyś rodzicom chcącym dać dziecku aparat?

M.G.: Pierwszy aparat fotograficzny ma u nas Lila, dostała go od naszej fotografki i jest to najzwyklejszy aparat na kliszę – dokładnie taki, jaki zabierałam ze sobą na wakacje w latach 90. To był strzał w dziesiątkę, bo Lila najpierw wypstrykała kliszę w godzinę, a potem naszła ją refleksja, że nie warto robić zdjęć jak popadnie, ale warto trzymać tę kliszę na jakieś fajne momenty, warto pomyśleć zanim zrobi się zdjęcie. Myślę, że to jest wspaniała lekcja fotografii, zwłaszcza dziś, kiedy potrafimy mieć w telefonie kilka tysięcy zdjęć, których nigdy nie zobaczymy na papierze.

13) Kto najczęściej robi u Was zdjęcia? Ty, mąż czy może dzieci?

M.G.: Jeśli akurat nie ma z nami Agnieszki, to obowiązki fotografa przejmuje mąż. On jest skrajnym ekstrawertykiem, więc robi dużo zdjęć z myślą o tym, by inni mogli zobaczyć co robiliśmy. Dzięki niemu na zdjęciach mamy uwiecznionych mnóstwo wspomnień.

14) Co myślisz o dekorowaniu wnętrz wspomnieniami? Taki fotoobraz z kadrem z wakacji lub wspólne zdjęcie rodzinne to konieczność czy trochę pociąg do gadżetów i uzewnętrzniania się?

M.G.: Jakoś na początku tego roku zawisły w naszej sypialni pierwsze ramki ze zdjęciami – patrzę na nie codziennie, bo związane są z przyjemnymi wspomnieniami. Uwielbiam też oglądać zdjęcia w cudzych domach, a już przeglądanie albumów fotograficznych to najwyższa forma przyjemności! Jestem bardzo dumna z tego, że od kilku lat regularnie co roku robię fotoksiążki z naszymi zdjęciami. Nie ma nic lepszego niż wziąć do ręki taki album i przypomnieć sobie, jak wyglądało nasze życie kilka lat wcześniej.

15) Kiedyś ludzie żyli bez blogów, bez łatwo dostępnych technologii. Jakoś sobie radzili. Czy dziś nie potrafimy obyć się bez mnóstwa różnych tematycznie blogów z podpowiedziami?

M.G.: Gdyby nagle blogi zniknęły to na pewno jakoś byśmy sobie poradzili, tak samo jak poradzilibyśmy sobie bez Internetu, telewizji czy prasy. Ale te blogi to dla wielu ludzi przyjemnie spędzony czas czy źródło rzetelnej wiedzy o świecie. Ja pamiętam jeszcze czasy, gdy jedynym miejscem, w którym można było znaleźć szczegółowe informacje o interesującym nas temacie była biblioteka. Lubiłam przesiadywać w czytelni, zdobywać wiedzę, ale gdybym teraz miała materiały do tekstów zbierać tylko w sposób analogowy to pisałabym pewnie jeden tekst na pół roku. Internet daje mi możliwość szybkiego znalezienia tekstów naukowych, skontaktowania się z ekspertami w danej dziedzinie i przedyskutowania tekstu ze znajomymi. I to jest ta jasna strona mocy.

Mamy Gadżety
fot: Agnieszka Wanat

16) Czy ludzie rozpoznają Cię na ulicy i np. w sklepie ktoś pyta Cię o poradę?

M.G.: Zdarza się, ale na szczęście niezbyt często. Pamiętam, że gdy dwa lata temu byłam na targach branży dziecięcej w Kolonii to miałam taki dzień, gdy dość dużo ludzi mnie rozpoznało i czasami było to przyjemne (kiedy ktoś podchodził i miło zagadywał), a czasami nieprzyjemne (kiedy ktoś pokazywał mnie palcem i szeptał coś do swojego towarzysza, albo robił mi zdjęcie z ukrycia). Zawsze bardzo się stresuję kiedy ktoś mnie rozpoznaje, ale jeśli ludzie podchodzą i proszą o poradę to staram się być pomocna, chociaż czasem wymaga się ode mnie podjęcia decyzji za kogoś, czego bardzo nie lubię.

17) Potrafisz wymienić 5 gadżetów bez których nie wyobrażasz sobie dnia?

M.G.: Ekspres do kawy to oczywiście numer jeden, no i mój ulubiony kubek, z którego kawa smakuje najlepiej. Teraz również oczyszczacz powietrza. No i suszarka bębnowa oraz metki do podpisywania ubrań dzieci, bez których w życiu bym się nie połapała w ich szkolnych ubraniach.

18) A czy Twoje dzieci i mąż mają swoje ulubione gadżety?

M.G.: Kiedy dzieci były młodsze to mieliśmy dwa gadżety, bez których nigdzie nie wyjeżdżaliśmy. Pierwszy to turystyczne krzesełko dla dzieci, dzięki któremu mogliśmy jeść gdziekolwiek, nawet, jeśli nie było tam krzesełek dla maluchów. A drugi gadżet to nocnik turystyczny, który pozwalał nam jeździć po Polsce bez sprawdzania na mapie gdzie jest jakaś dostępna toaleta. No i jako fanka wózków zawsze miałam przy sobie malutki wózek, które po złożeniu były wielkości damskiej torebki. W sumie nigdy nie było wiadomo, kiedy któreś dziecko oprotestuje chodzenie.

19) Wykrywacz płaczu, dziecioodporna obudowa na smartfon, podgrzewacz do chusteczek, czy dziś takie gadżety są rodzicom niezbędne? Kiedyś często mamy były wyposażone tylko w intuicję i porady babć.

M.G.: Ja myślę, że rodzicom potrzebne jest wszystko to, co buduje w nich pewność siebie. Kiedyś mamy miały wokół siebie inne kobiety, zazwyczaj bardziej doświadczone od siebie. Teraz często jest tak, że dziadkowie są daleko, rodzice mieszkają sami w dużym mieście, dzieci rodzimy późno, więc koleżanek z liceum czy ze studiów już nie mamy, a te z pracy są w pracy. I kiedy pojawia się dziecko, a młoda mama zostaje z nim sama, to jest jej ciężko. I jeśli dzięki temu, że podgrzeje dziecku mokre chusteczki do pupy, poczuje że jest dobrą mamą i że dobrze sobie radzi, to super. Dla niektórych to może być straszne dziwactwo, ale ja znam historię takich mam, dla których ten podgrzewacz to jest odkrycie macierzyństwa i ogromne ułatwienie. Nie oceniam, bo wiem, że ocena to ostatnie czego taka młoda mama potrzebuje.

20) Co robi Marysia Górecka, gdy nie testuje gadżetów i nie zajmuje się dziećmi? Istnieje taka przestrzeń czasowa u tak zajętego rodzica?

M.G.: Ten wolny czas to najczęściej spotkania z przyjaciółmi. Mam to szczęście, że gdzieś tam w pobliżu mnie jest mnóstwo wspaniałych i ważnych dla mnie osób i to czas spędzony z nimi jest dla mnie najlepszym czasem wolnym.

Mamy Gadżety Maria Górecka
fot: Agnieszka Wanat

21) Podróż z rodziną czy też razem, ale raczej w domu?

M.G.: Uwielbiam podróżować i lubię mieć porządek w domu, co automatycznie oznacza, że najlepiej jest, jeśli razem gdzieś wyjeżdżamy. Moje dzieci bardzo lubią wyjeżdżać, odwiedzać swoich przyjaciół, poznawać nowe miejsca i jeśli weekend spędzamy w domu to są bardzo zaskoczone.

22) Zdjęcia jako prezent w różnej formie – co o tym myślisz?

M.G.: Od kilku lat fotoksiążki z naszymi zdjęciami dajemy w prezencie dziadkom i prababciom moich dzieci. To jest chyba jeden z najfajniejszych pomysłów na prezent dla bliskich osób, które jak wiadomo „już wszystko mają”. Ostatnio zamówiłam specjalną dziecięcą CEWE FOTOKSIĄŻKĘ dla mojej najmłodszej córki i Hela była zachwycona tym, że może sobie oglądać zdjęcia nie w telefonie, no i że to jest tylko jej album. Dekadę temu zrobiłam też samodzielnie taki album z naszymi zdjęciami i pamiątkami, który wręczyłam mojemu mężowi i do tej pory album traktowany jest jak relikwia, więc to jest chyba dobry pomysł na prezent.

23) Jeśli miałabyś określić CEWE w jednym zdaniu, jak mogłoby ono brzmieć?

M.G.: Pewnie już ktoś tego kiedyś użył w kontekście drukowania zdjęć, ale dla mnie CEWE to wspomnienia ocalone od zapomnienia. Nawet się rymuje!

24) A Marysia Górecka w jednym zdaniu to…

M.G.: Chyba jeszcze nie umiem siebie tak określić. Na razie robię notatki w brudnopisie, gdy kiedyś będę przepisywać do czystopisu, to może zamknę się w jednym zdaniu.

Pytał: Rafał Wałęka, Zdjęcia: Agnieszka Wanat

Wywiad ten ukazał się w naszym magazynie “Foto CEWE Inspiracje (wydanie 1, 2019)” . To numer zimowy, który swoją premierę miał na początku lutego. Czytaliście?

foto cewe inspiracje czasopismo

Udostępnij artykuł na:

2 Replies to “Wywiad z Marią Górecką, autorką bloga “Mamy Gadżety””

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *